"Dziś, jutro, pojutrze" - tymi słowami Szare Szeregi określały swoje cele i działania w trakcie II Wojny Światowej, a ta na niepozorna na pierwszy rzut oka dewiza towarzyszyła młodym harcerzom do końca ich dni. Nierzadko poświęcali swoje życie za Ojczyznę, hołdując takim wartością jak odwaga czy braterstwo. Dzisiaj chciałabym się przyjrzeć bliżej filmowi Roberta Glińskiego "Kamienie na szaniec" - luźnej adaptacji książki Aleksandra Kamińskiego pod tym samym tytułem - i zobaczyć jak historia sławnej trójki prezentuje się na dużym ekranie.
Gliński rozpoczyna opowieść na pełnym gazie. Dosłownie. Widzimy Rudego (Tomasz Ziętek) w trakcie jednej z akcji gazowania kina. Po chwili dostrzegamy Zośkę (Marcel Sabat) podczas brawurowego ściągania hitlerowskich flag z budynku Polskiej Akademii Nauk. Wszystkie wątki są dynamiczne, szybka praca kamery (za sprawą świetnego Pawła Edelmana) oraz niezłe efekty specjalne. Dzięki temu dostajemy solidne kino gatunkowe na miarę XXI wieku bez zbędnego nadęcia i patosu, które tak często towarzyszy tego typu produkcją.
Co do przedstawionej historii można mieć kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim okrojenie historii z jednego bohatera - Alka. Reżyser skupił się na przedstawieniu losów Rudego i Zośki, a jak sam powiedział, musiał skrócić historię, żeby zamknęła się w fabularny film. Dla fanów książki Kamińskiego jest to niewątpliwa strata.
Trzeba także zwrócić uwagę na grę aktorską. W filmie Glińskiego pełno debiutów (Tomasz Ziętek, Marcel Sabat oraz Kamil Szeptycki), ale radzą sobie znakomicie. Szczególną uwagę przykuwa Ziętek, który hipnotyzuje widza w scenach katowania i przesłuchań. Szkoda tylko, że role kobiece w "Kamieniach" pełnią funkcję dekoracyjną i są dodatkiem do przystojnych mężczyzn.
Mimo kilku niedociągnięć i kontrowersji związanych z filmem, uważam go za produkcję udaną, która w szczególności podbije nastoletnie serca, poszukujące odpowiedzi na pytania, które zadawali sobie bohaterowie filmu Glińskiego.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz